Obozy żeglarskie
Tę banię, kiedy już wszedł do niej, z jego woli kowale opasali łańcuchami i za pomocą maszyny spuścili w morze, mając zapowiedziane, aby w miarę spuszczania bani w głąb morza, dorabiali dalej na górze łańcucha tyle, ile go potrzeba będzie. Długo kuli kowale, coraz to nowe przyprawiając ogniwa do łańcucha, a bania dna nie mogła zgruntować. Wtem naraz trzask, i wszystko się urywa, a bania, niczym nie wstrzymana, leci na dno.— Ale nie wiemy, czy drab, który tam mieszka, nie jest nicponiem. — Pshaw! Pomyliliśmy się, nie ma chyba mowy o człowieku. W każdym razie zbadam okolicę. Wjechał ze strzelbą gotową do strzału przez bramę i zajrzał na podwórze. Po czym odwrócił się i zawołał: — Chodźcie, nie ma żywej duszy! — Spodziewam się — oświadczył Frank. — Niechętnie obcuję z duszami zmarłych, kiedy wiodą życie duchowe na ziemi. Davy, Marcin i Frank poszli za przykładem Grubego.
Razem więc od Bottles Range trzeba dwóch dni drogi, o które wyprzedziliśmy Siuksów Ogallalla. Oczywiście nie są to dokładne obliczenia, ale przecież nie chodzi o kilka godzin mniej lub więcej. Wystarczy stwierdzić, że nasi wrogowie nie mogą tu jeszcze być. — A gdzie będą jutro o tej porze? — zapytał Marcin Baumann. — obozy żeglarskie górnym wylotem kanionu. A dlaczego pan pyta? — Bez szczególnego powodu. Kuternoga przyjemna pewnie pisze kolorowe kostki.